digan: Nagraj swoją poezję

foto: Jakub Bors / gotlight.blogspot.com
foto: Jakub Bors / gotlight.blogspot.com

(Mówiąc szczerze, obstawiam dwa scenariusze. Pierwszy, w którym członkowie skweru poniesieni przekonaniem o własnej przenikliwości i doniosłości swojej roli zaczną sadzić sążniste teksty, jeden za drugim, na same mądre tematy; holistyczne ujęcia sztuki, problem przekazania emocji, kogniwistyka rapowej szesnastki. Drugi scenariusz, mam nadzieję, że znacznie bliższy spełnienia, wygląda tak, że każdy w porę puknie się w czoło i ironicznie się uśmiechnie.
“Pokolenie pisania manifestów pokoleniowych” – pisał kiedyś superbohater internetu Marceli Szpak z Ultramaryny (tak, ten od “Audiofrelek”). Te wszystkie obmierzłe dzieła Żulczyka, Wandachowicza, generacja NIC, pokolenie JP2, Dzieci Transformacji, Dzieci Sieci i co tam jeszcze. Z nas wszystkich tutaj to chyba Kiddowi najbliżej wiekiem do wspomnianych autorów, ale podejrzewam, że nigdy nie będzie na tyle nierozsądny, by napisać cokolwiek w tym stylu. O resztę jestem spokojny – średnia wieku Skweru oscyluje gdzieś w pobliżu drugiego roku polonistyki i wszyscy martwią się tym, kiedy już świat się skończy i kiedy dokładnie wybuchnie obiecana rewolucja, a nie gdzie można jeszcze kupić gumy Turbo i ile bramek strzelił Tzubasa.
Jeżeli więc przyjmiemy pozytywny scenariusz, możemy też założyć, że ten tekst będzie miał najbliżej do czegoś w rodzaju manifestu, pod którym, jak sądzę, każdy twórca związany ze skwerem będzie mógł się podpisać. Manifest brzmi: )

NAGRAJ SWOJĄ POEZJĘ.

*

Slam podobno zrobił dużo dobrego. Tak mówił Kidd na warsztatach. Ja tam osobiście nie wiem, zawsze ciekawość mieszała się we mnie z zażenowaniem, zarówno podczas biernego jak i czynnego uczestniczenia.
Z wieczorków poetyckich podśmiewał się już oczywiście dziadzia Gombrowicz, zresztą jak najbardziej słusznie; skrótowość formy, środki stylistyczne, nieoczywiste skojarzenia – to wszystko sprawia, że współczesna poezja nie nadaje się do deklamacji.
Mózg ludzki nie funkcjonuje tak szybko. Nikt nie zrozumie zawiłości i piękna waszych przemów za pierwszym podejściem.
Z drugiej strony na tym właśnie polega siła slamu – przynajmiej w założeniach. Oto zwracamy poezję ludziom, ulicy, słuchaczom czy komu tam jeszcze. Forma sztuki, która była tyle razy dekonstruowana, gwałcona, rozsadzana na kawałki nagle ma pozostawić za sobą cały ten dorobek i z powrotem stać się prosta, czytelna, przyziemna.
Spotkałem się niedawno z opinią, że właśnie teraz, w dobie internetu poezja naprawdę odżyje. Stanie się z powrotem tym, czym miała być; aforyzmem który kątem oka dostrzeże się na fejsie, krótką notką przeczytaną podczas jazdy tramwajem do pracy, zlepkiem słów, który się plącze za człowiekiem cały dzień. To bardzo miła wizja.
Może i stąd też wynika hasło i jedyny punkt tego “manifestu”. Przerażają mnie te cieniutkie Tomiki i opasłe Dzieła Zebrane; książki, których nic nie rozumiem, które wywołują u mnie tylko chorobliwe zaciskanie szczęk.
“O co ci chodzi, gamoniu! Powiedz to prosto, jeśli coś za tobą łazi, jesli podoba ci się, że idzie wiosna albo że dupa cię zdradziła i ci smutno, albo się poćpałeś i rozmawiałeś z Kochającym Centrum Wszechświata, powiedz to chociaż tak, żebym mógł cię zrozumieć!”. Teksty z kluczem, teksty zagadki; licealny polonista (przemiły facet, pozdrawiam) stoi nade mną niczym Echo Obi Wana Kenobi w Mocy, wciska mi ołówek w dłoń i mówi: “masz masz, nie krępuj się, posmaruj sobie po marginesach, porób strzałki, rozkmiń co i jak”.
Z kolei i sam slam nie jest do końca tym, czym powinien być. Slam to pajacowanie przez 3 minuty pod pozorem uprawiania sztuki. Przykuj moją uwagę! Żeby obrócić kartkę twoim kolorem w dobrą stronę (zakładając, że doszliśmy już tak daleko) musisz zrobić coś, co mi na to pozwoli. Można iść na bezczela i fiknąć fikołka ze sceny, można powiedzieć jakiś wesołkowaty, wierszowany kuplet. Można też to, co czyni większość twórców – napisać smutny, pełen gimbo-cynizmu wiersz, w środek wsadzić martwego płoda i odchodzące łożysko, krew, ślina i sperma w formie metafor i już po sprawie, ho ho ho, jaki to był niepokorny, pełen brudu tekst, przypominam, Piotrek to kolor zielony.

Idealnym rozwiązaniem jest właśnie nagranie swojej poezji.
Po pierwsze wciąż tekst musi być w miarę prosty i klarowny. Z drugiej jednak strony – można śmiało sobie odpuścić całe to slamowe “przebijanie się” i robienie z siebie gwiazdora wieczoru poetyckiego. Jesteś tylko ty i słuchacz. No, przepraszam – masz jeszcze producenta za plecami, który nawet, jeśli będziesz zamulał i marudził bez cienia życia w głosie, postara się zrobić co może, by odbiorca przynajmniej wrócił do danego kawałka dla muzyki.
Jeśli gdzieś w twoim tekście były emocje – możesz je uwypuklić swoim głosem. Albo i nie, zależy, jaką masz wizję.
I nic się nie stanie, jeśli słuchacz cię nie zrozumie. Ma jeszcze drugi odsłuch. I trzeci. I czwarty.
Mam przyjemność współpracować z pewnym slamerem. Kiedy pierwszy raz usłyszałem nagrany tekst, natychmiast pojawiła się znana reakcja obronna: “o co ci chodzi, gamoniu”. Po dziesiątym odsłuchu uważam to za jeden z lepszych polskich spoken-wordów.
Niedawno i mi samemu zdarzyło się gadać do mikrofonu i przy okazji przypomniała mi się jeszcze jedna ciekawa kwestia. Kiedy byłem młodszy, bardzo chciałem pisać prozą i też to czyniłem. Moje teksty oczywiście nie były niczym porywającym, ale przy okazji wysłuchałem kilku rad od pisarzy, którzy mieli cierpliwość, żeby przebijać się przez moją twórczość. Główna i najważniejsza rada brzmiała: przeczytaj sobie samemu swoje teksty.
I rzeczywiście – dzięki temu z marszu wyławiało się wszystkie niedoskonałości językowe. Przy wierszach też to moim zdaniem działa i to w o wiele ciekawszy sposób. Czytając i nagrywając swoje utwory nagle dostrzega się, że linijki, które miały wcisnąć odbiorcę w fotel nie są znowu takie poruszające, natomiast rzeczy ciekawe, emocjonujące, pojawiają się zupełnie gdzie indziej, niby przypadkiem, niechcący, tam, gdzie w sumie ich nie planowaliśmy.
A ty wciąż masz jeszcze swój głos którym możesz podkreślić to, co twoim zdaniem okazuje się być naprawdę fajne. Okazuje się, że tekst jest wciąż fajny, ale zupełnie nie tak, jakbyśmy przypuszczali.
Dlatego zrób mi i sobie przysługę: nagraj swoją poezję.

digan

    Leave a Reply