Damian Kowal: Przyszli Uchodźcy i Zjedli Polski Hip Hop

foto: Jakub Bors / screenfool.tumblr.com
foto: Jakub Bors / screenfool.tumblr.com

Nie ma już Polski. Przyszli uchodźcy i zabrali Polskę. A właściwie to nie uchodźcy, a sami Polacy zabrali Polskę i schowali. Uchodźcy tylko pomogli Polakom dojrzeć do tego, że starą Polskę trzeba gdzieś zakopać i zrobić sobie nową. A było to tak.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2015 roku. Unia Europejska nie radziła sobie z falą uchodźców sunącą powoli w jej stronę. Węgrzy pozamykali granice. Niemcy przestawali wyrabiać. W pewnym momencie powstał nowy szlak – przez Bułgarię, Rumunię, Ukrainę i Polskę. Bułgarzy i Rumuni nie chcieli nikogo u siebie, Ukraińcy mieli własne problemy, więc dogadali się i pozwolili iść ludziom w kierunku Polski. Polacy zamknęli granice i przestali kogokolwiek wpuszczać, ale ciągle przychodzili nowi. Mówili, że chcą do Niemiec, że nie chcą siedzieć w Polsce, Polacy mówili, że nie chcą uchodźców i niech jadą do Niemiec. Przynajmniej w najważniejszych kwestiach wszyscy się zgadzali. Nie zmieniło to faktu, uchodźcy nie mogli dostać się do Niemiec, bo PKP w ramach cięcia kosztów zlikwidowała wszystkie połączenia do Niemiec, a autobusiarze i busiarze ogłosili strajk. Poza tym i tak nie jeździli do Niemiec.

A naprawdę zaczęło się, gdy przyszła zima i Niemcy zamknęli granice.

Dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi mieszkało na dworcach. Niektórzy z nich zaczęli zajmować opuszczone kamienice, stare pałace i dworki. Po jakimś czasie okazało się, że wiele tych miejsc odżyło i przestało szpecić swoje okolice. Mimo tego, co jakiś uchodźcy czas prosili, żeby podstawić im pociągi do Niemiec, ale przewoźnicy kolejowi odpowiadali, że mają braki taborowe, a połączenia transgraniczne są nierentowne. Poza tym i tak nie mogli dostać się do wnętrz składów jadących gdziekolwiek na zachód, bo lepsi byli w tym studenci i pracownicy z małych miast. Składy były przepełnione, ludzie jeździli na dachach i w oknach. Niektórzy z uchodźców zaczęli mówić, że to nieludzkie warunki, co Polacy kwitowali prostym „chuja się znacie, jakbyście raz pojechali z Legnicy do Wrocławia w niedzielę o 19 podczas roku akademickiego, wiedzielibyście czym jest życie”.

Polska opinia publiczna wtedy wrzała, a zwłaszcza wrzał polski rap. Nie wiem, ile utworów o tytułach „Anty-Islam”, „Nie islamska, nie laicka, Wielka Polska Katolicka” czy „Jebać imigrantów” powstało wtedy, ale myślę, że tysiące. Każdy polski raperzyna wypowiadał się w temacie, przy czym przeważała opcja, żeby pogonić ich w cholerę. Gurala, gdy wypowiedział się za uchodźcami, nazwano lewakiem, komunistą, pedałem i kozojebcą. Niektórzy demonstracyjnie palili ciuchy El Polako, w Warszawie grupka hiphopowców ułożyła krzyż z płyt Gurala, po czym oblała wszystko benzyną i podpaliła.

Ale naprawdę wszystko zmieniło się, gdy grupka raperów zrobiła przed dworcem we Wrocławiu koncert, podczas którego nawoływali do przegonienia uchodźców. W pewnym momencie jeden z uchodźców, Syryjczyk imieniem Rumi wyszedł na scenę i poprosił o mikrofon. Publika gwizdała i rzucała przedmiotami, raperzy śmiali się w głos, ale dali mu mikrofon. Rumi powiedział po angielsku, że nie zna polskiego, ale spróbuje po polsku zarapować. I zarapował. Lepiej niż cała ekipa organizująca koncert rapowała przez całe swoje życie. I wtedy wszystko się zmieniło.

Oprócz Rumiego pojawili się inni raperzy-uchodźcy: Kindi-Al, Awi Cena Bucha, AWRRS, Beeruni, a wymieniam tylko tych najlepszych. Nie znali polskiego, ale nie przeszkadzało im to w rapowaniu, swobodnie łączyli łamany polski z różnymi dialektami arabskiego i angielskim i wszystkim się to podobało. Jak to powiedział Awi Cena Bucha w jednym z wywiadów: „słuchacze rapu w Polsce z reguły nie znają polskiego, więc mogę dowolnie składać abstrakcyjne sylaby, pamiętając, żeby się rymowały”. Przełom przyszedł na początku 2016, kiedy AWRRS razem z producentem Rezashajarianem wydali „Z Mekki do Polski”. Album okazał się hitem, w tydzień pokrył się złotem, platyną, diamentem, srebrem i miedzią. Dopiero wtedy polscy raperzy zaczęli reagować.

Pierwszy był Eldo, którego singiel „Islam jest boski” sprawił, że tysiące dzieciaków udało się do meczetów i chciało się nawracać. Cała Polska skandowała wtedy: „Islam jest boski, wiedział to już Roman Dmowski/Mahomet jest moim prorokiem/Uszanuj to lub skończysz z podbitym okiem”. Potem nawrócił się Pih, który zaczął w całej Polsce akcję „Pilaw i humus”. Każdy świeżo nawrócony muzułmanin dostawał talerz pilawu i słoik humusu, a jeśli przyprowadził pięć osób i one też zmieniły wiarę, dostawał specjalną kartę, która uprawniała go do odbioru darmowego pilawu i humusu do końca życia. Firma nagrała płytę „Koran to nasza ulubiona lektura”. Nawrócił się też Sokół, który kupił sobie sokoła wędrownego i założył Polską Ligę Sokolników, gdzie dzieciaki uczyły się sokolnictwa, podstaw islamu i dobrego zachowania. A gdy razem z Marysią Starostą nagrał utwór „Burka jest moją wolnością”, polskie dziewczyny oszalały na punkcie zasłaniania ciał. Prześcigano się w doborze kolorów, materiałów i wzorów, a także prześcigano się w piętnowaniu dziewczyn, które wolały klasyczną mini.

Pierwszego września 2018 roku Eldo założył Polskie Bractwo Muzułmańskie i stał się jego przewodniczącym. Polacy powoli, acz systematycznie przechodzili na islam, rządzący również. Prawo i Sprawiedliwość, po odsunięciu od władzy Jarosława Kaczyńskiego, zaczęło głosić konieczność wprowadzenia szariatu. Korwin-Mikke w jednym ze swoich felietonów napisał, że „lekki szariat nie jest szkodliwy społecznie” oraz, że „za kalifa Haruna ar-Raszida były niższe podatki”. Leszek Miller pokazywał się często w warszawskim meczecie, a nawołujących do laickości i świeckości przedstawicieli partii Razem pobili nieznani sprawcy. Polscy celebryci zaczęli skłaniać się ku islamowi – Ewelina Lisowska rozdawała Koran na ulicach polskich miast, a Marek Kondrat otworzył restaurację podającą jedzenie halal i zaczął bojkotować banki, twierdząc, że „lichwa jest najgorszą ludzką działalnością, a lichwiarze spłoną w piekle”. Islam wszedł też w świat sportu. Śląsk Wrocław zmienił nazwę na Mudżahedini Wrocław i bez większych problemów wygrywał kolejne mecze. Pod koniec rundy zimowej mówiło się, że Mudżahedini będą pierwszym muzułmańskim klubem, który zostanie mistrzem Polski. Polscy siatkarze przed meczem z Włochami udali się na modły do warszawskiego meczetu. Wygrali 3:0.

Wybory parlamentarne i prezydenckie w 2019 roku miażdżącą przewagą głosów wygrało Polskie Bractwo Muzułmańskie. Czym prędzej zmieniono konstytucję na zgodną z Koranem. Eldo został prezydentem Islamskiej Rzeczpospolitej Polskiej, ponad pięćdziesiąt procent Polaków wyznawało islam. Wtedy pojawiły się pierwsze kontrowersje teologiczne. Chodziło głównie o alkohol i wieprzowinę. Opinię społeczeństwa można było zawrzeć w słowach – islam jest spoko, lubimy Mahometa, ale wódki i schabowego nie oddamy. Ulemowie długo debatowali (transmisję na żywo prowadziła TVP), ale w końcu doszli do kompromisu – można pić alkohol i jeść wieprzowinę, bo to lekarstwa, a Allah chce, żebyśmy byli zdrowi i silni. Wszystkie sklepy monopolowe przemianowano na apteki, ale na mocniejsze trunki, jak też na wieprzowinę, potrzebna była recepta. Rynek zareagował szybko i pojawili się „recepcjoniści”, którzy za niewielka opłatą sprzedawali wspomniane recepty.

Rozpoczęły się pierwsze czystki. Chrześcijanie ratowali się ucieczką na Zachód. Niemcy nie mogli zrozumieć, co się wydarzyło. Polacy-niemuzułmanie wpław przepływali Odrę i błagali o azyl, bo w Polsce czekała na nich tylko śmierć. Urządzono wielką akcję wyłapywania ateistów, zakończoną powieszeniem tysiąca czterystu osiemdziesięciu ośmiu osób. Helsińska Fundacja Praw Człowieka postawiła im pomnik na granicy polsko-niemieckiej. Represje dotknęły też hip hopu. Gural został skazany na ciężkie więzienie za nieprawomyślność, zdelegalizowano Gang Albanii. Borixon został ukamienowany kasztanami, Rozbójnika Alibabę zamknięto w jaskini, gdzie zmarł z głodu. Popkowi udało się uciec do Anglii, za co rzucono na niego fatwę. Wielkim echem w społeczeństwie odbił się proces rapowego kolektywu skwer, którego wszystkich członków skazano na dwieście batów i ciężkie więzienia za „dekadencję, ateizm i wegetarianizm”. Od śmierci uratował ich jedynie fakt, że prezydent Kaźmierczak szanował produkcje Zaspała i miał nawet „Anhedonię” zespołu Palmer Eldritch na winylu.

W całej Polsce wprowadzono prawa szariatu, których pilnowała specjalna policja religijna. Katedrę w Gnieźnie zamieniono na meczet i uczyniono siedzibą naczelnego ajatollaha. Czytać można było tylko Koran i Mickiewicza. Jan III Sobieski uznany został za zdrajcę narodu. Zdelegalizowano całą muzykę poza hip hopem i disco-polo, które zostało przemianowane na muslimo-polo i pozwalało prostemu ludowi chwalić Allaha. Polscy chrześcijanie, którzy nie uciekli do Niemiec, schronili się na Podkarpaciu, gdzie utworzyli Katolicko-Ludową Polską Republikę Podkarpacia (państwo to było monarchią, królem był Jezus Chrystus, konstytucję zaś stanowiło Dziesięć Przykazań). Na granicy Polski i Podkarpacia wciąż trwa wojna, Tarnów jest w osiemdziesięciu procentach zniszczony. Przywódcy KLPRP twierdzą, że dojdą do Krakowa i Lublina, a potem zdobędą Warszawę, ale prezydent Kaźmierczak zapowiedział, że niewierni zostaną zmiażdżeni z pomocą Allaha .

A co stało się z uchodźcami? Cóż, wyjechali, wiem, bo byłem między nimi i z nimi wsiadłem do pociągu. Wyjechali też raperzy-uchodźcy – pewnego dnia ulemowie stwierdzili, że są dekadenccy i psują młodzież, więc zakazano im koncertowania, a płyty zniszczono na Alejach Mekkańskich w Warszawie. Po jakimś czasie okazało się, że ludzi nie było aż tak dużo i wszyscy zmieściliby się na Stadionie Narodowym. Gdy dotarli już do Niemiec czy Szwecji, zapytano ich, dlaczego nie zostali w Polsce, która stała się muzułmańskim krajem. Odpowiedzieli, że gdyby chcieli mieszkać w fanatycznym państwie, zostaliby u siebie.

Damian Kowal

    Leave a Reply