Kecaj: 10 lat po Kuriozum

foto: Jakub Bors / screenfool.tumblr.com
foto: Jakub Bors / screenfool.tumblr.com

Wyszło na to, że jako jedyny z najbliższego mi Skwerowego towarzystwa mam na swoim koncie oficjalne wydawnictwo muzyczne (tzw. „legal”). Mowa o płycie stworzonej z Majkelem – Koligacja Gie Ka „Kuriozum”. Jako, że w momencie kiedy ta płyta powstawała, wydanie albumu w oficjalnym obiegu to było „coś”, postanowiłem podzielić się wspominkami z tego projektu.

Zaczęło się tak, że we wrześniu 2000 roku rzuciliśmy słuchaczom na pożarcie kasety (!) z naszym drugim „nielegalem” pt. „Urwane Chwile”. Oprócz grona odbiorców, które nabyło materiał za 10 zł, kasety trafiły do Tytusa (Asfalt Rec.), Marka „Pro” (Blend Rec.) oraz jednego z osławionych wówczas raperów z regionu, który był w naszych oczach animatorem hip-hopu na Śląsku. Dostał 20 kaset, które miały wylądować w sklepach w regionie. Ani kaset ani pieniędzy nie dostaliśmy w końcu, ale też nikt się o to specjalnie nie upominał.

Dzień był chłodny, maszerowałem po głównej ulicy w Gliwicach w stronę autobusu na osiedle. Zadzwonił Majkel. Zadowolony przekazał, że zadzwonił gość, jakiś Marek i mówi, że materiał mu się podoba i chciałby coś naszego wydać. Wow. Wiadomość życia. Potem się okazało, że gość będzie przejeżdżał przez okolicę jadąc odwiedzić chłopaków z IDEO (kto pamięta Dzikiego ze „Wspólnej Sceny”???). No to spotkaliśmy się na Mc Drive, położonym przy naszym osiedlu: Marek, Ja, Majkel i już wówczas będący w naszej świadomości producentem z kosmosu, Magiera.

Mieliśmy jeździć do Wrocławia, siedzieć w oryginalnym White House Studio z Magierą, z naszymi samplami i jego rękoma kleić bity, by później pod nie nagrać materiał. Pierwsza wizyta, była lekkim rozczarowaniem. Powodem był fakt, że 70% czasu spędziliśmy patrząc jak jakiś kolo próbuje postawić do pionu dysk twardy komputera. Potem dosyć szybko zrobiliśmy pierwszy szkic i to na tyle. Następne wyjazdy były już bardziej owocne, szczególnie, że wpadaliśmy na 2-3 dni, śpiąc u Marka na chacie, gdzie panował seryjnie świetny klimat (płyty niedostępne w normalnych sklepach, dyskusje do nocy). Zrobiliśmy sporo bitów, kompletnie podjarani całym projektem – mieliśmy po 18 lat pracowaliśmy z gościem, który był już wówczas mistrzem w fachu, po prostu szok.

Niestety wszystko zaczęło się trochę jebać. Najpierw padł dysk (typowy syndrom polskiego rapu). Potem jakieś niesnaski na tle finansowym między wytwórnią a producentem wykonawczym i musieliśmy częściowo poszukać bitów od innych ludzi (co wyszło na dobre: Leon (Wspólny Mianownik…..), Urb, KRI, Król Maciuś I ). Apogeum wkurwienia nastąpiło, gdy po grubej imprezie z koncertami O.S.T.R`a (wtedy świeżo po „Masz to jak w banku”) oraz Fisza, czekaliśmy jak ciule na wrocławskim rynku 3 godziny na jakikolwiek kontakt z kimkolwiek. Wszystko po to by usłyszeć, że „mam dzisiaj yyy wesele, kurwa i nie mogę Was nagrać”. Podobnie było gdy wracając z koncertu w Lesznie zahaczyliśmy o Wrocław by nagrać numer z Grammatikiem. Okazało się, że „sorry ale jakieś dupy, Jacek” a Juzek nic nie wiedział o kawałku. Moc.

Na szczęście dograliśmy zacnych gości z lokalnego podwórka: Bezkres i Eskapada oraz cieszącego się do dziś wielkim uznaniem w naszych oczach Danego (Poema Faktu).
Po kilku kolejnych przygodach płyta była gotowa. Dzięki wytwórni zagraliśmy na festiwalu na Wyspie Słodowej u boku takich osobowości jak Włodi, Siny z zespołem Uwe Ampler oraz nieznana nam wówczas Culcha Candela. Tego dnia dostaliśmy od Marka CD z materiałem po masteringu. Rozmawialiśmy nawet coś o klipie. Był Maj roku 2003. W czerwcu staliśmy się szczęśliwymi odbiorcami maila kierowanego do zespołów Koligacja Gie Ka i Afront. Wytwórnia informowała w nim, że z powodów różnych nasze płyty nie ukażą się. Szok. To jak, 2 lata pracy i nic? Walka z dyskami, kacami i chuj wie czym i koniec? Z tymi argumentami podbiliśmy z powrotem, starając się przekonać wydawcę do wypchania skazanego na porażkę albumu. Poszło, bez klipu, z reklamą pół roku wcześniej i ogólnie bez sensu. Czy warto było? Bez tego albumu na półce miałbym w sumie wielkie poczucie zawodu, tak mam jedynie niewielkie.

Liczyliśmy na koncerty, pierwsze 2-3 załatwił jeszcze Marek. Potem jakieś supporty, różne warunki, kasa nie była bardzo ważna choć wydawało mi się, że z albumem na koncie, wynagrodzenie za energię z koncertów będzie godziwe. Nie było w większości przypadków, ale jakoś nie bolało.

Recenzja w „Klanie” zamknęła moim zdaniem temat tej płyty. Ocena na dostateczny, chyba była fair, przy najmniej jak na tamten czas. Wiem, co nie grało w moich zwrotkach, wiem dlaczego. Tyle.

Czy było warto? Jasne, że tak. Co ja, osobiście chciałem osiągnąć? Na początku, na etapie demówek płyta była celem samym w sobie. Teledysk był wówczas czymś całkiem z kosmosu. Potem czasy się dynamicznie zmieniały. Pojawiły się wołania o zarabianie na rapie (Grammatik – „Friko”), więc i pytania o to oraz głosy, że legal to „sprzedanie się”. Cóż, jedyne co pamiętam z własnych opinii z tamtego okresu, to, że na rapie zarabiać nie chciałem. Żyć z niego też nie. Chciałem „dorabiać” z muzyki, otrzymywać wynagrodzenie za moc, którą dawaliśmy ze sceny, ale nigdy, pieniądze nie spowodowały, że odmówiliśmy koncertu, nie mówiąc już po goścince. Tamten projekt, okres to było dosyć mocne zetknięcie się z rap-biznesem, który był dużo mniejszą, ale chyba i lepszą wersją show-biznesu.

Jedyne czego trochę szkoda i żal, to że płyta mogła wyjść z rok wcześniej, może i z lepszą promocją. Może wówczas nasze zaistnienie było by trwalsze i ważniejsze dla słuchaczy? Szkoda, że po tylu latach spływają czasami tak pozytywne opinie o tamtych nagraniach. Szkoda, że płyta jest co najwyżej miło wspominana w artykułach typu „Przegapifszy”. Jednak kiedy słyszę, że jakiś blondas debiutuje w wieku 20 lat, płytą tytułowaną „High School” kierowaną do, umówmy się, dzieci i tytułuje się jako „młody”, jestem zdziwiony (co najmniej). Kiedy słyszę zdawkowo co on i jemu podobni mają do zaoferowania w tekstach i znajdują szerokie grono odbiorców, dziwię się jeszcze bardziej .W końcu w roku 2003, kiedy miała miejsce premiera „Kuriozum” też miałem 20 lat. Może w moich tekstach było wówczas mnóstwo licealnych mądrości i nawiązań, ale nieskromnie stwierdzę – poziom merytoryczny, treści z Kuriozum, a dzisiejszych „młodych” dzieli przepaść. Z resztą… wróć do tej płyty i przekonaj się sam. Może ten tekst sprawi, że będzie się jej słuchało nieco inaczej.

Kecaj

    Leave a Reply